,,Szkoda, że odwołano drugą serię w niedzielę, bo czułem się świetnie”
Z Adamem Małyszem po niedzielnym konkursie w Zakopanem rozmawia Bartosz Karcz:
Warto było czekać jeden dzień dłużej na konkurs?
Warto było. Cieszę się, bo udały mi się dwa dobre skoki. Może to nie były jeszcze skoki z jakimś błyskiem, ale już nie musiałem myśleć, co mam dokładnie wykonać. Zaczynam pewne rzeczy robić automatycznie. Teraz czeka mnie fajny tydzień treningów, podczas których będę się starał dopracować pewne rzeczy i znów walczyć z najlepszymi.
Myśli Pan, że to czwarte miejsce w Zakopanem pomoże Panu w przygotowaniu do następnych konkursów?
Na pewno. Bardzo mi pomoże. Cieszę się, że miałem ochotę dalej skakać. Chciałem bardzo, żeby doszło do drugiej serii. Nie wyszło, bo prognozy nie były pomyślne. Od początku zresztą wiadomo było, że ta druga seria, jeśli się odbędzie, to będzie toczyła się w trudnych warunkach. Myślę jednak, że gdyby jury szybciej podjęło decyzję o obniżeniu belki, to tych ośmiu zawodników, których zostało, ukończyłoby zawody. Kamil Stoch bardzo dobrze skoczył i, szczerze mówiąc, dziwię się trochę decyzji jury. Warunki były takie, że jedni skoczkowie mieli lepiej, inni troszkę gorzej. W takiej sytuacji można się było spodziewać, że niektóre skoki będą dalekie. Zwłaszcza w przypadku takiego zawodnika jak Kamil, który zna przecież Wielką Krokiew.
Do podium zabrakło Panu niewiele. Żałuje Pan, że nie udało się na nie wskoczyć?
Nie odczuwam zawodu, bo przecież moje skoki ostatnio nie były dobre. Teraz są trochę lepsze. Mam nadzieję, że cały czas będę poprawiał swoją formę. Na pewno chciałbym być na podium. To przecież marzenie każdego zawodnika, żeby znaleźć się w pierwszej trójce. Zwłaszcza w Zakopanem. Każdy ze skoczków, którzy stanęli dzisiaj na podium, mówił mi, że to było jego marzenie, żeby właśnie tutaj być w pierwszej trójce.
Możemy mówić o Pańskim odrodzeniu po niedzielnym konkursie?
Poczekajmy z ocenami. Zakopane jest jakby naszą siedzibą. To jest nasza skocznia i zawsze tutaj dobrze się czujemy. Mam nadzieję, że ten tygodniowy trening, który mnie teraz czeka, sprawi, że moja forma ustabilizuje się na wysokim poziomie.
Gdzie będzie Pan trenował przez ten tydzień?
Jeszcze nie wiadomo. Trenerzy podejmą decyzję, ale wiadomo, że będziemy chcieli popracować gdzieś, gdzie będzie cicho i gdzie będzie śnieg. Narazie wiadomo tyle, że Hannu Lepistö będzie raczej odpoczywał w domu, a ja potrenuję z Łukaszem Kruczkiem. Jeśli warunki w Zakopanem będą dobre, to być może tu zostaniemy.
Za tydzień jest w Zakopanem Puchar Kontynentalny. Myśli Pan o starcie w nim, żeby sprawdzić, jakie efekty przyniósł tygodniowy trening?
Dostałem nawet taką propozycję od pana Leszka Nadarkiewicza. Trenerzy jednak nie chcą za bardzo, żebym wystartował w tych zawodach. Uważają, że bardziej potrzebuję w tym momencie spokojnego treningu, a w zawodach zawsze dochodzi stres, bo zawodnik bardziej chce się pokazać.
Apoloniusz Tajner mówi, że jeszcze wystrzeli Pan z wielką formą w tym sezonie. Pan też w to wierzy?
Oczywiście. Gdybym nie wierzył, to moja praca i starty w zawodach nie miałyby najmniejszego sensu.
Z czego wynikają takie wahania Pańskiej formy w tym sezonie?
To jest wszystko bardzo dziwne, bo formę fizyczną mam bardzo dobrą. Dawno nie miałem tak dobrych wyników na platformie i na innych urządzeniach, na których się badamy. Przy tym wszystkim zagubiła się gdzieś technika. Teraz muszę zatem popracować nad nią.
Kiedy zobaczymy Małysza w tej dawnej formie?
Każdy, kto obserwuje skoki, zdaje sobie sprawę, że na wynik składają się setki czynników. Dziś na przykład był nim wiatr, który jednych poniósł dalej, innych bliżej. Mnie na przykład ponieśli kibice, którzy nie zwątpili w moje dalekie loty. Dla nich warto skakać, a na takie zawody jak w Zakopanem warto czekać cały rok. Mieliśmy w niedzielę święto skoków. Wszyscy nam Zakopanego zazdroszczą.