Analizując klimat, a ściślej pisząc pogodę pod Tatrami (w Tatrach zresztą też), wydaje się, że na tym terenie najbardziej przewidywalny jest brak przewidywalności następstw pogody. I tak po ciepłej wiośnie przychodzi zimne lato, potem ciepła jesień i mroźna zima, a następnego roku wszystko jest z goła na odwrót.
Kiedy się temu wszystkiemu przyglądam zastanawiam się jak znoszą to rośliny i zwierzęta. To, że znoszą nie zawsze dobrze to wiem, przypatrując się bukom tworzącym żywopłot w sąsiedztwie Muzeum Przyrodniczym TPN. Dotyczy to zwłaszcza ich ledwie wykształconych liści, które miały to nieszczęście, że wyrosły zbyt nisko nad ziemią, w strefie przymrozków- zżółkły, sczerniały i opadły. Ogólnie nie jest jednak tak źle. Rośliny są zazwyczaj świetnie przystosowane do warunków klimatycznych danego rejonu. Zwróćmy uwagę, że od chwili pojawienia się wiosną pierwszych zielonych pędów do wytworzenia nasion rośliny potrzebują niewiele czasu. Skutek jest taki, że już pod koniec lipca w strefie lasów a w sierpniu niemal w całych Tatrach wegetacja dobiega końca, a nadziemne części roślin zamierają. Podobnie rzecz się ma z drzewami, których wzrost na wysokość ustaje w większości przypadków już pod koniec czerwca do połowy lipca. Tymczasem lato trwa na całego a temperatura umożliwiająca ich wzrost i rozwój utrzymuje się niejednokrotnie do listopada. Wniosek z tego taki, że w razie jakiejś klimatycznej „wpadki” jest jeszcze dość czasu, żeby wszystko zacząć od nowa i jeszcze zdążyć przed nadejściem chłodów.
Także zwierzęta dają sobie radę nadspodziewanie dobrze. Np. jerzyki, niewielkie ptaki przypominające jaskółki, które każdego popołudnia swoim zwinnym lotem „przeszywają” powietrze nad Zakopanem, w razie niepogody, kiedy trudno owady, są w stanie pokonać kilkuset kilometrowe odległości w poszukiwaniu pokarmu. W tym czasie młode ptaki pozostające w gnieździe wchodzą w stan odrętwienia zwanego toporem. Obniżenie temperatury ciała w ich przypadku ma na celu spowolnienie przemiany materii a tym samym zmniejszenie zapotrzebowania na pokarm. Do ptasich dramatów dochodzi dopiero wówczas, gdy deszczowa aura utrzymuje się przez wiele tygodni. Najbardziej cierpią wówczas tatrzańskie kuraki. Masowo giną nie dość dobrze opierzone maleńkie głuszce, cietrzewie i jarząbki. Zjawisko to może mieć wyjątkowo dramatyczny przebieg, gdy pisklęta wskutek przepłaszania rozpraszają się po okolicy w poszukiwaniu schronienia. Miejmy nadzieję, że ta wiosna okaże się dla nich łaskawa, a los oszczędzi im wizyt nieproszonych gości.
Tomasz Skrzydłowski