E-mail Hasło
» Załóż konto
» Zapomniałem hasła
Nowiny
 Przegląd prasy i nowin
   Zakopane
   Tatry
   Podhale
   Kultura
   Narty
Felietony
Opowiadania
Multimedia
Gastronomia
Fotoreportaże
Dziennikarze PPWSZ
Kalendarz imprez
Pogoda/kamery
Ogłoszenia
Forum dyskusyjne
Redakcja
 Reklama
Zakopane, Tatry, Podhale
E-mail
Hasło
» Załóż konto
» Zapomniałem hasła
Zakopane
 nawigacja:  Z-ne.pl » Portal Zakopiański

Opowiadania
Grań Tatr Zachodnich
 dodano: 22 Lipca 2006

strona: 3/6
1 2 3 4 5 6 



Dwójka turystów, towarzysząca nam do tej pory, dyskutuje między sobą o lawinach, oblodzeniu. W efekcie tej rozmowy postanawiają wrócić do schroniska.

- Nie żal wam? Taki piękny dzień! To ostatnie chwile takiej pogody, na horyzoncie widać już chmury, jutro pewnie przyjdzie załamanie. Chodźcie jeszcze kawałek. Co będziecie robić w schronisku o czwartej po południu?

- Nie mamy sprzętu. A oni tam sygnalizują, że jest niebezpiecznie.

- Lawiniasto... Ale to tam niżej, nie na samej grani.

- Grań oblodzona, mocno eksponowana, nie wygląda zachęcająco.

- Oblodzenia są tylko miejscami, da się obejść. A tak ogólnie piękna ścieżka, ekspozycja głównie po stronie północnej, będziemy iść po południowej.

- Czyli po stronie lawin...

- Nie, jeśli już, to - ponad nimi. Zresztą, jest mrozek i zbocze zaczyna się kryć w cieniu Wołowca. Wcale nie jest powiedziane, że musi zejść lawina.

- Mimo wszystko, boję się, że nie damy rady. Wiesz, nie lubię niczego robić na siłę.

- Jeśli na siłę - to faktycznie nie ma sensu.

- To bawcie się dobrze, my wracamy. Zapraszamy na budyń po powrocie.

- Trzymamy za słowo!

Jeszcze kilka zdjęć i idziemy dalej we dwójkę. Macham w dół rękawiczką na do widzenia. Ewa rusza pierwsza. Pewnie stawia kroki. Nadaje ostre tempo. Po chwili znika na moment za pierwszym załomem skały.

- Poczekaj - wołam - gdzie tak zasuwasz? Puść mnie przodem z czekanem.

- Niepotrzebny - odpowiada Ewa - ścieżka jak ceprostrada, stado owiec można by przepędzić. Trochę ślisko, ale bez przesady.

- Mówię, poczekaj, jak się wyłożysz, nie będziesz miała się nawet czym zaasekurować. Sam mówiłaś, że buty masz śliskie.

- Daj mi spokój, szkoda czasu. Zmarnowaliśmy go już i na przełęczy i na szczycie.

- Ale z ciebie uparciuch. Dobrze, idź przodem, ale uważaj!

- Uważam, uważam, cały czas uważam.

Ścieżka początkowo rzeczywiście nie nastręczała żadnych trudności. Odcinek do Dziurawej Przełęczy zajął może ze czterdzieści minut. Ewa cały czas rwie przodem. Raptem zatrzymuje się. Zaczyna się podejście na Łopatę.

- Którędy? - pyta.

- A co? Jakiś problem? Przecież widać ścieżkę.

- Ścieżkę widać, ale nie da się nią przejść.

- Tak, a to czemu?

- Przyjdź i zobacz.

Podchodzę bliżej. Do tej pory prowadziła nas istotnie ceprostrada - półmetrowej szerokości pewna ścieżka, wydeptana w twardej skorupie śniegu, zalegającej grań. Po prawej, po lewej trochę skał, północne stoki nieco eksponowane, ale ogólnie - spacerek. Ale od miejsca, w którym zatrzymała się Ewa, skały wyłaziły na wierzch na dobre. Śniegu jak na lekarstwo, za to lodu - pod dostatkiem. Na kamieniach lśnią jeszcze pojedyncze krople wody z lodu stopionego słońcem przed południem i właśnie błyskawicznie zamarzające w pośpiesznie nadciągającym cieniu Wołowca.

Przechodzę kilka metrów. Buty tańczą na oblodzonych kamieniach przy każdym kroku. Dziobię czekanem bez przekonania. Ślizga się, wpada od razu w szczelinę między głazami i dalej nie wchodzi ani na milimetr. Nawet nie ma sensu wyciągać raków. Tędy faktycznie nie przejdziemy. Trzeba jakoś obejść tę parszywiznę, choć ścieżka wyraźnie prowadzi przez szczyt. Przyglądam się i nie rozumiem. Jakim cudem ktoś tędy przeszedł, po tym lodowisku? Patrzę w prawo, trochę w dół, poniżej szczytu. I wszystko staje się jasne. Przeszedł, bo musiał, gdyż nie było innej drogi. Poniżej szczytowych skałek - biała tafla śniegu, nietknięta śladami butów, a w odległości może dwudziestu metrów od szczytu, wprost na naszej wysokości - cieniutka, ledwo widoczna, szara rysa, ciągnąca się zygzakiem w tej nieskalanej bieli... Niezły pasztet!

Górą się nie da, bo lód. Dołem - prosto w zęby lawinie! To się nazywa zapchać się na amen. Wprawdzie można wrócić przez Wołowiec. Tylko, że ta świadomość wcale nie poprawia mi humoru. Odwrotu nie biorę w ogóle pod uwagę. Chwilowo nic nie mogę wymyślić, więc siadam na grani i ściągam plecak. Nadal zastanawiam się nad wyraźnie widoczną ścieżką w grani szczytowej. Jak tamtędy przeszli? Musi być jakaś metoda.

- Co ty robisz?! - woła ze zdumieniem i ze zgorszeniem Ewa - przecież ostatni postój był dopiero co, na Wołowcu! Nie mamy czasu!

- Źle mi się myśli na głodnego - odpowiadam, wyciągając z plecaka kawałek suszonej kiełbasy. - A co do czasu... To aktualnie mamy go akurat pod dostatkiem, można by nawet powiedzieć, że w nadmiarze. Cała wieczność przed nami - dodaję hiobowym głosem i z grobową miną.

- Nie błaznuj, tylko powiedz, którędy dalej iść. Po to cię tu wołałam - irytuje się Ewa. - Chyba dołem, nie?

- Taaak.... dołem... hm... pewnie tak... dołem...

- No, co jest, do diabła?!

- Teraz ja powiem: chodź i popatrz!

- Jestem, i co? Nic nie widzę!

- Nic? Naprawdę nic? No, to spójrz tam! Nadal chcesz iść dołem?

- A! To ... ... O!... Chyba nie... To faktycznie może pojechać... Ale, jeśli nie dołem, to jak?

- Na razie jeszcze nie wiem.

- To kto ma wiedzieć?! Przecież to ty masz czekan i dobre buty. To wykombinuj jak się dostać tam dalej, za ten szczyt.

- Wykombinuj! A co ja jestem Mac Gyver?! Przecież nie przefruniemy!

- To - co? Wracamy?

- O, co to - to nie! Chyba spróbuję jednak górą. Niewykluczone, że nas rączki rozbolą od tego spacerku. Dobrze, że się znalazł ten kawałek kiełbasy w plecaku. Wiem tylko, że teraz to już naprawdę mamy dużo czasu, bo ta ślizgawka tak łatwo nie puści. Jak się nad tym pobiedzimy, to potem będzie można już tylko schodzić pierwszym zejściem do schroniska. I grań Zachodnich diabli wzięli ... Szanowni Państwo! Przepraszamy za usterki techniczne! Ciąg dalszy grani Tatr Zachodnich nastąpi w późniejszym terminie, który zostanie ogłoszony przez Jego Wysokość Pogodę Tatrzańską... No, dosyć tych pieszczot. Próbuję górą!





strona: 3/6
1 2 3 4 5 6 


•  przygoda   Zgłóś moderatorowi do usunięcia
 robi10      13:36 Nd, 23 Gru 2007
Ciekawa przygoda zkończona sukcesem.Tylko ten Gopr.Toprowcy mogą się obrazić. ;-)





«« Powrót do listy wiadomości


Udostępnij     Zapisz w schowku     Drukuj       Zgłoś błąd    9371





Jeżeli znalazłeś/aś błąd, nieaktualną informację lub posiadasz materiały (teksty, zdjęcia, nagrania...), które mogą rozszerzyć zawartość tej strony i możesz je udostępnić - KLIKNIJ TU »»

ZAKOPIAŃSKI PORTAL INTERNETOWY Copyright © MATinternet s.c. - ZAKOPANE 1999-2020