E-mail Hasło
» Załóż konto
» Zapomniałem hasła
Nowiny
 Przegląd prasy i nowin
   Zakopane
   Tatry
   Podhale
   Kultura
   Narty
Felietony
Opowiadania
Multimedia
Gastronomia
Fotoreportaże
Dziennikarze PPWSZ
Kalendarz imprez
Pogoda/kamery
Ogłoszenia
Forum dyskusyjne
Redakcja
 Reklama
Zakopane, Tatry, Podhale
E-mail
Hasło
» Załóż konto
» Zapomniałem hasła
Zakopane
 nawigacja:  Z-ne.pl » Portal Zakopiański

Felietony
Tatrzańska Kapliczka Straceńców
( )

strona: 3/4
1 2 3 4 


Zastanówmy się nad kolejnymi zdarzeniami, charakterystycznymi dla masowej turystyki górskiej, zwłaszcza wśród turystów początkujących. Najczęściej powodów należy szukać w nieznajomości specyfiki Tatr i niedocenianiu niebezpieczeństw, jakie kryje w sobie sama przyroda górska. Łączy się z tym brak przygotowania do wędrówek po górach w ogóle, a po Tatrach - w szczególności, a także kompletna bezmyślność przy planowaniu, a raczej braku planowania wycieczki.

Ile błędów potrafią poczynić nowicjusze tatrzańscy wybierając się w góry - prawie nie sposób wyliczyć. Przyjrzyjmy się tym najbardziej popularnym przypadkom.

Ofiarami bezmyślności rodziców lub opiekunów stają się niestety często małe dzieci. Przepisy dotyczące wycieczek w tereny górskie wyraźnie określają na 15 lat dolną granicę wieku przy wejściach, powiedzmy, powyżej granicy regla. Granica ta została wyznaczona przez lekarzy na podstawie wiedzy o rozwoju dziecka. Wiele funkcji fizycznych i psychicznych w młodszym wieku jest jeszcze na zbyt niskim poziomie, by można było obciążać młody organizm większym wysiłkiem. Niestety, nauczyciele prowadzący wycieczki szkolne na ogół nie respektują tej zasady, a często nawet o niej nie wiedzą. Rodzice tym bardziej. Omdlewający i płaczący dwulatek na Świstówce, w nosidełkach na plecach u taty, czy też padający z nóg pięciolatek, ciągnięty przez matkę na Hali Gąsienicowej są nader częstym widokiem.

Banalne wręcz wydaje się wspominanie o tym, że z głupio pojętej oszczędności nauczyciele wybierają się z uczniami w góry bez profesjonalnych i doświadczonych przewodników, mogących służyć radą i pomocą. Takie podejście szkół jest po prostu nagminne, mimo że regulują to również odpowiednie przepisy, a nawet - co więcej - ich nieprzestrzeganie teoretycznie jest karalne. Nikt jednak tego nie egzekwuje, dopóki nie zdarzy się nieszczęśliwy wypadek.

Z powodu wakacyjnego natężenia ruchu wiele wypadków w Tatrach zdarza się latem. Nie ma chyba właściwie rejonu powyżej regla, który nie zapisałby się w kronikach TOPR-u, ale kilka miejsc ma szczególnie ponurą sławę. Na pierwsze miejsce w tej smutnej klasyfikacji wysuwają się oczywiście Rysy, rejon Mięguszowieckiego Szczytu oraz Dolina Pięciu Stawów i Orla Perć. Są to przecież rejony niezwykle popularne wśród nieco bardziej zaawansowanych turystów, a przez ich opowieści rozpropagowane również wśród tych mniej doświadczonych i mniej sprawnych. Obfite źródło problemów stanowi szlak Orlej Perci, na który nierzadko wybierają się osoby zupełnie do tego nieprzygotowane i nieświadome trudności, a zwłaszcza ekspozycji fragmentów skalnych, wymagających pewnego obycia ze stromiznami i przepaścistością terenu. W dodatku nie zawsze znaki szlaku są idealnie widoczne, zdarza się turystom zgubić drogę i skierować się w stronę podciętych urwisk. Klasycznym już miejscem takich pomyłek jest rejon Granatów, a zwłaszcza okolica słynnego, czy raczej osławionego żlebu Drège'a, gdzie wielokrotnie dochodziło do wypadków. Żleb Drege'a to około 400-metrowy żleb spadający w kierunku Czarnego Stawu Gąsienicowego pomiędzy Pośrednim i Skrajnym Granatem, podcięty urwistym 180-metrowym kominem. Nosi nazwę od nazwiska pierwszego turysty, który w nim zginął, na skutek zmylenia drogi. Osobny temat stanowią Buczynowe Turnie i rejon Krzyżnego - głównie z powodu kruchości skał i mnogości ruchomych piargów w tej okolicy. Przyprawiają one goprowców o ból głowy zarówno latem jak zimą. W raportach TOPR-u często też pojawia się rejon Zawratu i Świnica, gdzie - o ironio! - do wypadków dochodzi często w miejscach uprzystępnionych klamrami i łańcuchami. Właśnie: uprzystępnionych, a nie ubezpieczonych, jak często mylnie się uważa. Metalowe ułatwienia stwarzają złudne poczucie bezpieczeństwa. A tymczasem mają one tylko ułatwić pokonanie trudniejszych miejsc, nie są zaś w żadnym razie zabezpieczeniami. Wielu turystów nie potrafi z tych ułatwień prawidłowo korzystać. Mokre żelazne ogniwa wymykają się z rąk, oblodzone lub śliskie po deszczu klamry wyślizgują się spod butów, obruszane haki wysuwają się ze szczelin i tworzą z łańcuchów kilkunastometrowej długości wahadła, obijające się o skały. Doświadczony turysta przed skorzystaniem z tych udogodnień sprawdza ich stabilność. Początkującemu nawet nie przyjdzie to do głowy. Trudności potęguje letni tłok na szlakach, gdy w takich miejscach ustawiają się kolejki, co powoduje dodatkowo nerwowość i pośpiech, nie sprzyjające prawidłowemu zachowaniu. Ryzyko powiększa też, naturalna w takich miejscach, ekspozycja terenu stwarzająca niestety fatalne skutki przy ewentualnym odpadnięciu. Tu zresztą pojawia się następny aspekt. Zdarza się, że na wycieczki w partie szczytowe wybierają się osoby cierpiące na lęk wysokości lub lęk przestrzeni. Czasami takie objawy lękowe pojawiają się też u osób, które nigdy wcześniej nie odkryły u siebie ograniczeń w tej dziedzinie. Obydwie te przypadłości prowadzą do możliwości wystąpienia panicznego, paraliżującego strachu, który z kolei może spowodować wypadek. Zarówno nad jednym jak drugim lękiem można zapanować, wymaga to jednak stopniowego przyzwyczajania się i treningu oraz sporej odporności psychicznej.

Zadziwiająco często pojawiają się informacje o wypadkach na - wydawałoby się łatwych szlakach - na Czerwonych Wierchach i na Giewoncie. Przyczyną jest na ogół zgubienie szlaku lub próby jego skrócenia, które bez dokładniejszej wiedzy o topografii terenu kończą się zwykle tragicznie. Zakopane widoczne jak na dłoni, wydaje się tak blisko i tak łatwo osiągalne, bezpośrednią drogą na wprost. Łagodne początkowo stoki zarówno Czerwonych Wierchów jak Giewontu szybko jednak zmieniają konfigurację, kryjąc w północnych zboczach wiele zdradliwych żlebów, podciętych urwiskami.

Najczęstszym, niestety, powodem katastrof jest nieznajomość realiów tatrzańskich, zupełny brak wiedzy o podstawowych elementach planowania wycieczki, niezbędnym ekwipunku i zasadach poruszania się po Tatrach. Wielokrotnie powtarzanym błędem jest poleganie na informacjach zasięgniętych od przygodnych znajomych, zwykłych wczasowiczów, nierzadko kompletnych dyletantów w dziedzinie turystyki tatrzańskiej. Wreszcie - porywanie się na trasy przekraczające własne możliwości kondycyjne i zdrowotne. Drogi, które pokonują turyści - amatorzy, bywają czasem o wiele dłuższe, trudniejsze, bardziej eksponowane i dużo wyżej położone niż przewidywali, na skutek nieumiejętności prawidłowego odczytania mapy i opisu w przewodniku, a co z tego wynika - prawidłowego przeliczenia różnicy poziomów i odległości w górach oraz czasu, niezbędnego na ich przebycie. Wówczas wystarcza jeden z czynników, o których była mowa wcześniej: nagłe załamanie pogody, o co w górach nietrudno, zimny, porywisty wiatr na grani, zdarzający się nawet w środku lata, oślepiające zimą i osłabiające latem słońce, mgła w otwartym terenie, powodująca dezorientację, potknięcie na stromym zboczu lub na śliskich kamieniach potoku albo po prostu nadmierne zmęczenie, a piękna, radosna wycieczka może zakończyć się katastrofą.




strona: 3/4
1 2 3 4 

«« Powrót do listy wiadomości


Udostępnij     Zapisz w schowku     Drukuj       Zgłoś błąd    29612





Jeżeli znalazłeś/aś błąd, nieaktualną informację lub posiadasz materiały (teksty, zdjęcia, nagrania...), które mogą rozszerzyć zawartość tej strony i możesz je udostępnić - KLIKNIJ TU »»

ZAKOPIAŃSKI PORTAL INTERNETOWY Copyright © MATinternet s.c. - ZAKOPANE 1999-2021