E-mail Hasło
» Załóż konto
» Zapomniałem hasła
Nowiny
 Przegląd prasy i nowin
   Zakopane
   Tatry
   Podhale
   Kultura
   Narty
Felietony
Opowiadania
Multimedia
Gastronomia
Fotoreportaże
Dziennikarze PPWSZ
Kalendarz imprez
Pogoda/kamery
Ogłoszenia
Forum dyskusyjne
Redakcja
 Reklama
Zakopane, Tatry, Podhale
E-mail
Hasło
» Załóż konto
» Zapomniałem hasła
Zakopane
 nawigacja:  Z-ne.pl » Nowiny

Podhale
Wygramy z nim
 dodano: 7 Maja 2010    (źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/05/07)
Stanisław Łowicki z artystą, który odwiedził go w szpitalu na oddziale onkologii w Warszawie

16-letni Staszek z Czarnego Dunajca walczy z rakiem.

7 godzin - tyle trwała ostatnie operacja 16-letniego Staszka z Czarnego Dunajca.

Staszek Łowicki chociaż ma 16 lat, wie już doskonale co to ból. Jak mówi, ten od zęba, który kojarzył mu się do tej pory najgorzej, to nic w porównaniu z tym po operacji, w trakcie której usunięto mu z kości biodrowej nowotwór. Staszek się nie skarży.


Chłopak, mieszkający wraz z trójką rodzeństwa w Czarnym Dunajcu, uprawiał wiele sportów. Trenował tekwondo i jeździł na snowboardzie. Jednak jego żywiołem był przede wszystkim taniec.

Wszystko zaczęło się dość niewinnie. Był upadek podczas jazdy na snowbordzie i ból w biodrze. Jednak po powrocie z rekolekcji w Michalczowie koło Nowego Sącza w lipcu 2009 roku pokazał rodzicom na biodrze ogromnego guza, wielkości jabłka.

- Zrobiono mu w Nowym Targu badania - wspomina Bogdan Łowicki, ojciec chłopca. - Pobrano krew, wykonano badanie tomografem komputerowym. Najtragiczniejsze było lekarskie rozpoznanie w Zakopanem: to rak złośliwy kości biodrowej. Pojechaliśmy natychmiast do Prokocimia. Zrobiono biopsję. Wersja z Zakopanego się potwierdziła. Lekarze rozłożyli ręce twierdząc, że nie będą w stanie już nic zrobić. Dostaliśmy skierowanie na onkologię.

Staś leżał w Prokocimiu przez cztery i pół miesiąca. W jego organizm wlewano litry chemii. Gdy przez pięć dni brał chemię, dziesięć kolejnych dni potrafił tylko spać. Przez wymioty jego organizm był całkowicie wyczerpany.

- Po chemii nie mógł nawet mówić, pisał na kartce. Rak nie dawał za wygraną - opowiada ojciec. - Guz zaczął znów rosnąć, pojawiły się przerzuty. Jedna z lekarek pomogła dostać się do Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie. W listopadzie rozpoczęła się w stolicy prawdziwa walka z czasem.

Całkowicie wyczerpany chłopak jechał do Warszawy ze swoim ojcem autobusem. Trzeba było zdecydować, jak najszybciej o operacji. Lekarze uprzedzali nie tylko rodziców, ale i samego młodego górala, że w grę może wchodzić nawet amputacja jednej z kończyn. Staś na krótko wrócił do domu na święta Bożego Narodzenia. Do szpitala musiał wrócić z początkiem stycznia. Tym razem wyczerpująca podróż autobusem nie wchodziła w grę. Wtedy z pomocą przyszedł wójt gminy Czarny Dunajec Józef Babicz. Rodzinie Łowickich dał do Warszawy wraz z kierowcą gminnego busa. Dodatkowo zbiórkę przeprowadzili pracownicy urzędu gminy.

- Muszę też podziękować dyrektorom, nauczycielom oraz uczniom szkół na terenie gminy, w których przeprowadzono zbiórkę na rzecz mojego Stasia. Nie mogę powiedzieć, bo takie wyjazdy kosztują niemało, ale nie narzekamy na ludzi. Co rusz przyjdzie ktoś z przyjaciół i sąsiadów i zapyta, czy czegoś nie potrzeba - mówi ojciec Stasia.

W Warszawie chłopak przeszedł blisko siedmiogodziną operację. Nogę udało się uratować. Chłopcu musiano wszczepić jednak endoprotezę. Ma usunięte też trzy kręgi.

Gdy tylko znalazł się na oddziale onkologicznym, fundacja „Mam marzenie" zaoferowała pomoc.

- Chciałem pojechać do Rzymu i zobaczyć grób Jana Pawła II i się pomodlić o zdrowie, ale lekarze się nie zgodzili - mówi Staszek. - Poprosiłem wtedy o wielki telewizor i kino domowe. Widzi pan, o tutaj stoi.

Trudno nie zauważyć. W małym przyciasnym pokoiku stoi wielki ogromny ekran. W tle właśnie program o leczeniu niekonwencjonalnymi metodami.

Szesnastoletniego Staszka najbardziej dziwi, że ludzie świadomie nie szanują własnego zdrowia. O czym marzy teraz Staszek?

- Chciałbym pojeździć na snowbordzie, ale z krótszą po operacji nogą trudno będzie to zrobić. Najbardziej marzy mi się jednak znów zatańczyć. Tak jak o widzi pan tutaj na zdjęciu - pokazuje nam fotografię.

Szesnastolatek oswoił się ze swoją chorobą, ale jak mówi nie na długo.

- Pasowałoby, żeby ten rak już sobie poszedł, bo zaraz będzie chciał jeszcze w moim organizmie znaleźć sobie dziewczynę - śmieje sie Staszek.

Do sierpnia Staszek musi poruszać się w gipsie.

Józef Słowik


Staś od najmłodszych lat trenował sport. On i jego tata wierzą, że zwycięstwo nad rakiem to kwestia czasu









«« Powrót do listy wiadomości


 Zapisz w schowku     Drukuj       Zgłoś błąd    2635





Jeżeli znalazłeś/aś błąd, nieaktualną informację lub posiadasz materiały (teksty, zdjęcia, nagrania...), które mogą rozszerzyć zawartość tej strony i możesz je udostępnić - KLIKNIJ TU »»

ZAKOPIAŃSKI PORTAL INTERNETOWY Copyright © MATinternet s.c. - ZAKOPANE 1999-2026