Dla ceprów dzień bez spaceru ulicą jest stracony. Górale płacą za ten adres niebotyczne ceny.
Nadmorski Sopot ma swoje molo, a Zakopane – Krupówki.
Brzydota tej popularnej wśród turystów ulicy jest wprost legendarna, tymczasem lata mijają, a wciąż spacerują nią prawdziwe tłumy gości. Codziennie w sezonie przechodzi Krupówkami nawet kilkadziesiąt tysięcy osób. Są i tacy, którzy chodzą Krupówkami przynajmniej kilka razy dziennie tylko po to, żeby się pokazać. Złośliwi twierdzą, że często przypomina to najprawdziwszą rewię mody.
Zakopiańskie Krupówki są od lat równie popularne, jak krytykowane. Chociaż i tak w ostatnim czasie sporo zmieniło się tu na plus. Podczas historycznego remontu łatany setki razy asfalt zamieniono na kostkę brukową, a i krzywe latarnie w końcu spodobały się wszystkim i na stałe wzrosły w krajobraz ulicy. Niezmiennie deptakiem spacerują co dnia tysiące turystów, często w najlepszych, markowych ubraniach.
– Faktycznie można powiedzieć, że jest w Zakopanem rewia mody – śmieje się Katarzyna Strama, instruktor narciarski. – Widać to zarówno na trasach narciarskich, jak i właśnie na Krupówkach. I ten trend się nasila. Widać coraz bardziej różnorodne kolory i większą wyobraźnię u ludzi. Ale przyznam, że czasem miło popatrzeć, jak niektóre kobiety potrafią sobie ze smakiem i pod kolor wszystko dobrać ze sprzętu i ubioru. A i panowie coraz częściej chcą dobrze wyglądać.
Tak właśnie wygląda tłum na Krupówkach, zwłaszcza w sezonie zimowym, gdy ludzie poubierani są od stóp do głów.
– To ulica sławna na całą Europę – podkreśla Stanisław Szajba z jednego ze straganów na deptaku. – Chodzi o to, że tutaj jest wyjątkowy nastrój. Nie ma tego ani w Białce, ani w Bukowinie. Takie miejsce jest jedno, jedyne w Polsce.
Zresztą Krupówki, zdaniem wielu, po prostu są modne i warto się tutaj pokazać.
– Zna pan modniejsze miejsce niż nasza ulica? – pyta Wanda Giewont z Krupówek. – Jak nie ma co robić w Zakopanem, to każdy idzie na spacer właśnie tutaj. Są ludzie, którzy idą tam i z powrotem po kilkanaście razy, żeby spotkać np. swoich znajomych i żeby wszyscy ich zobaczyli.
Są i tacy, którzy twierdzą, że dla niektórych turystów spacer ze sprzętem sportowym zakopiańskim deptakiem jest jedyną przygodą z narciarstwem.
– Zdarzają się turyści, którzy kupują narty i drogie ciuchy i tylko spacerują z nimi po Krupówkach – zaśmiewa się Maria Tylkowa. – Widać po deskach, że są zupełnie nowe i nigdy na trasie nie były używane. Takie cepry chodzą więc z bardzo drogim sprzętem i szpanują po ulicy, a naprawdę jeździć nie potrafią. Potem wracają do domów i mówią znajomym, że byli na nartach w Tatrach. A i owszem, byli, ale nie na Kasprowym Wierchu.
Sama ulica, zdaniem wielu, jest po prostu brzydka i nie ma żadnego stylu. Jest mieszaniną wszelkich pomysłów architektonicznych, jakie tylko istniały. Wyszło z tego coś po prostu niepowtarzalnego.
– Może i jest brzydka – przyznaje Stanisław Szajba. – Ale generalnie to ona jest przesiąknięta góralszczyzną i dzięki temu właśnie tę ulicę wszyscy kochają.
Popularność Krupówek wśród turystów ciągle bije kolejne rekordy, tak jak czynsze i ceny tamtejszych nieruchomości. Kilka lat temu za niewielki domek tutaj trzeba było zapłacić 8 mln złotych. Kilka tygodni temu za dom w okolicach placu Niepodległości tylko 7 mln, ale już euro. Nie tylko więc turyści stracili głowę na rzecz Krupówek.
Szkoda tylko, że lata uciekają, a władze niewiele robią, aby zakopiański deptak zmieniać na lepsze. Ot, choćby propozycja otwarcia koryta płynącego nieopodal potoku. Dzięki temu ulica wyglądałaby ciekawiej. Na razie jednak na planach wszystko się kończy.
Przemysław Bolechowski