Tischner - uwodziciel
W I Konferencji przed rokiem uczestniczyło nieco ponad pół setki dydaktyków i pedagogów z Rodziny Szkół Tischnerowskich w całej Polsce. Tym razem było ich (stacjonarnie) już 110, do tego trzeba doliczyć dojeżdżających z okolicy, m.in. 9-osobową ekipę z I LO im. S. Goszczyńskiego w Nowym Targu czy nauczycieli z Rogoźnika. Miejsc noclegowych w Ośrodku Wypoczynkowym "Natanael" dla takiej rzeszy zaczyna już brakować. Z bólem, ale trzeba było ograniczyć zapisy.
Ludzie przyjechali z Woli, Poznania, Trzemeśni, Wadowic, Bochni, dwóch szkół krakowskich, Chrzanowa, Żor, Radziszowa, Tarnowa, Ligoty, Rajczy, Jastrzębia, Łodzi, Mszany Górnej, Wałcza, Szczecina, Torunia, Pszczyny.
Rodzinę Szkół Tischnerowskich (z "Krzesnym Ojcem" Kazimierzem Tischnerem, bratem księdza profesora na czele) tworzy już 28 placówek, w tym i zagranicznych, a 3 przygotowują się do nadania imienia.
Pomysł i inicjatywa organizowania spotkań, przy okazji których poruszane są problemy etyczne związane z nauczycielskim stanem i wykonywaniem tego zawodu - należą do wiceprezeski Stowarzyszenia "Drogami Tischnera" Marii Tuchowskiej. Pierwsza konferencja miała za przedmiot etykę w pracy nauczyciela, druga osnuta była wokół problemu odpowiedzialności. Temat trzeciej, zaplanowanej na styczeń przyszłego roku, już się wykluł w dyskusjach. Do głoszenia prelekcji, rozwijania interesujących uczestników zagadnień zapraszani są ludzie z Instytutu Myśli ks. prof. Józefa Tischnera w Krakowie.
-Bardzo się angażują. Są nie tylko kompetentni, ale zgłęboką wiedzą humanistyczną, zwielką otwartością nadrugiego człowieka inaproblem - mówi Maria Tuchowska. - Każde pytanie jest ważne, każdy sposób myślenia -uszanowany. Nie ma żadnego dystansu, mówimy sobie poimieniu. Jednocześnie każdy potrafi się wznieść ponadswoje "egoistyczne" poglądy. Nawet, jeśli się spieramy -jest to budujące. Ten drugi staje się bliski, bo jest "odTischnera". To fenomenalne zjawisko, że wdużej grupie -ponadstu osób -wytwarza się taki kontakt. Jest to budujące inajbardziej Tischnerowskie. Wykłady, np. opolu odpowiedzialności, nie sugerują, jak mamy się zachować wkonkretnych sytuacjach, ale porządkują myślenie. To wprowadza ład również dosfery emocjonalnej. Zyskujemy umocnienie, jakiś pancerz chroniący przedzawodowym "wypaleniem się". Są to też żywe spotkania zTischnerem, zjego muzyką, zjego przyjaciółmi, góralskimi filozofami.
Kolędowy wieczór podczas II Konferencji, prowadzony przez Stasię Trebunię-Staszel i jej męża Pawła, wypełniły nuty ukochanej przez księdza profesora łopuszniańskiej muzyki Leszka Szewczyka, strofy wierszy Wandy Szado-Kudasikowej i Romana Dziobonia. W strofach, w śpiewkach, w góralskim i "pańskim" kolędowaniu, było to piękno, dobro i wdzięk, którymi - dodawszy swoją mądrość filozofa i kapłana - uwodził słuchaczy ks. Józef.
Wielu uczestników II Konferencji przyjechało do Łopusznej po raz pierwszy. Dla nich wszystko, co zobaczyli, czego dotknęli w "Tischnerówce", co przeżyli w ścianach kościółka św. Trójcy, nad grobem, podczas projekcji materiałów filmowych, zwłaszcza poruszającego obrazu Wina Spintera i Reginy Cyganik "Gdzie ja idę, wy kiedyś pójdziecie..." - było doświadczeniem nowym i mocnym. Może niejednemu dźwięczą jeszcze w uszach słowa wypowiadane niskim, ciepłym, charakterystycznym głosem:
-Gdzie jest nadzieja, tam pojawia się droga. Agdy człowiek traci nadzieję, ziemia podnogami zamienia mu się wgroby. Jest też Droga Krzyżowa, prowadząca ku największej nadziei.
Tekst i fot. (ASZ)

Źródło: Dziennik Polski - www.dziennik.krakow.pl - 2007/01/15
