Zakopane — portal z-ne.pl
Narty — Zakopane

Stoki · wyciągi · warunki

Narty

Małysz „po serwisie” wraca do rywalizacji

Małysz „po serwisie” wraca do rywalizacji

Sześć dni trwał program naprawczy, który trener Łukasz Kruczek zaaplikował całej naszej kadrze skoczków po kiepskich występach w Kuusamo i Trondheim. Zamiast do Pragelato, Adam Małysz i spółka pojechali trenować na średniej skoczni do austriackiego Ramsau.

– Dziś mogę już z całą pewnością stwierdzić, że to był dobry pomysł – mówi Kruczek. – Obiekt był świetnie przygotowany, warunki wietrzne też nie przeszkadzały. Mogliśmy więc skupić się wyłącznie na poprawianiu błędów– dodaje szkoleniowiec. Nim kadra pojechała do Austrii, Kruczek konsultował się z fizjologiem Jerzym Żołądziem. Jeszcze w Polsce przebadano też Małysza pod kątem jego możliwości motorycznych.

Formę fizyczną reszty zawodników kadry zbadano już w Ramsau.

– Wyniki są jednoznaczne. Nikomu nie brakuje mocy. Adam i reszta są w bardzo dobrej formie fizycznej. Słabe skoki wynikały z błędów technicznych, które zawodnicy popełniali, głównie na progu – mówi Kruczek.

Do Ramsau pojechał niemal cały sztab kadry, łącznie z biomechanikiem Piotrem Krężałkiem, który codziennie filmował skoki zawodników, by później analizować każdy szczegół. W Austrii pojawił się nawet prezes Polskiego Związku Narciarskiego, były trener Adama – Apoloniusz Tajner.

Nim kadra wyjechała do Ramsau, Kruczek konsultował się także z pierwszym szkoleniowcem Małysza, jego wujkiem – Janem Szturcem. Słowem uruchomiono wszystkie możliwe procedury z czasów, gdy to Tajner był odpowiedzialny za formę najlepszego polskiego skoczka. Obiekt w Ramsau „Polo” lubił nawet nazywać prawidłem, które idealnie nadaje się do poprawiania wszelkich niedoskonałości w lotach Adama.

– Porównywaliśmy skoki Małysza z tymi, które oddawał tu w najlepszych czasach. Startował z tych samych belek, na progu osiągał porównywalne prędkości. Odległości też były podobne. Powinno więc być dobrze, choć musimy pamiętać, że w Ramsau nie mieliśmy możliwości zmierzenia się z rywalami – dodaje szkoleniowiec.

Jego bardzo ostrożny optymizm nie dziwi. Przed sezonem i Kruczek, i Tajner na podstawie skoków Adama w Lillehammer uważali, że jest on w wysokiej formie. Sęk w tym, że tam też nie można było porównać lotów Polaka z próbami innych zawodników.

– Ja jestem spokojny. Widać, że Adam ma moc. Wychwyciliśmy błąd na progu, który popełniał Małysz. Odbijał się pod złym kątem. Przez to jego moc szła w złym kierunku. Podobnie sprawa ma się z resztą zawodników – mówi Tajner, który na zgrupowaniu z Ramsau był przez jeden dzień.

– Dzisiejszy trening można uznać za naprawdę udany – powiedział we wtorek sam Małysz serwisowi www.skijumping.pl, po ostatnich zajęciach na skoczni w Ramsau. – Największy problem miałem z pozycją dojazdową. Chodzi o to, że trudno mi z niej wstać i muszę zrobić jakiś przyruch, aby oderwać się od progu (...). W efekcie albo za bardzo rzucałem się do przodu, albo cofały się kolana. Nie było więc tego ostatniego „dopchania” do progu – tłumaczył Małysz.

Wczoraj nasza kadra przejechała z Ramsau do szwajcarskiego Engelbergu. Jutro kwalifikacje, a w sobotę i w niedzielę – konkursy.

Robert Małolepszy

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/12/18

← Powrót do listy