Uciekaj na podwórka, czyli Krupówki nocą
Postanowiłem poszukać schronienia, oczywiście nie po to by pościć. Moim celem były podwórka. Na aperitif wybrałem się do Piano (Krupówki 63), bo to jedyne w pełni cywilizowane miejsce w Zakopanem. Wystrój „Piana” skłania się w kierunku rodzajowych obrazków wiejskich – płotek z wierzbiny, kamienna podłoga, bele przetykane mchem. Powiedzmy – „Sonety z Chałupy” Kasprowicza, tylko bardziej optymistyczne. Tu przez cały rok jest jesień, która czasem podkreślana jest dźwiękami wydobywanymi z najważniejszego przedmiotu klubu – pianina. Właściciel chętnie wyłącza muzykę i pozwala grać na instrumencie o bardzo ciekawej barwie. Pianino jest troszkę rozstrojone, bo stoi przy wejściu, ale to nawet dodaje uroku. Wystarczy zagrać jakiś ragtime i od razu z przenosimy się daleko od oscypków.
Gdy tylko się uspokoiłem, zebrawszy siły przebiegłem przez poligon krupowy na druga stronę by sprawdzić maile. Internet w podwórku (duża, żółta reklama) był nieczynny, obok jednak zauważyłem niepozorną jadłodajnię „Pychotka”. Za barem stała wesoła panna, rozmawiająca po hiszpańsku z dwoma turystami, którzy właśnie zjedli kwaśnicę. Za chwile okazało się, że Sabina zna biegle jeszcze rosyjski, bułgarski i niemiecki, bo... języki to jej hobby. Sabina z pomocnicami wszystko gotuje na kaflowym piecu. Gotuje wspaniale, codziennie co innego, a za obiad kasuje 12 złotych. Jest bardzo wesoła i bardzo fajna. No i jest w podwórku.
Zupa + drugie danie 12 zł
Tadeusz Płatek
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/02/19
