Zakopane — portal z-ne.pl
Tatry — Zakopane

Szlaki · schroniska · TPN

Tatry

Tatry

Lot ze szczytu

Lot ze szczytu
- By lot na glajcie ze szczytu był udany, trzeba dobrze znać topografię wierzchołka góry, a także cyrkulację powietrza w tym rejonie w dniu podejmowania próby - wyjaśnia Krzysztof Dudziński.

- Czasem do wykonania takiego lotu przygotowuję się nawet kilka miesięcy. Korzystam z danych meteorologicznych, zamieszczanych na stronach internetowych dotyczących układu wyżów i niżów, a także rozkładu kierunku i prędkości wiatru na różnych wysokościach.

Trzeba też uwzględnić możliwość wystąpienia zakłóceń przepływu wiatru, spowodowanych orografią terenu. Czasem zdarzało się, że wszystkie prognozy były sprzyjające, a po wyjściu na szczyt nie można było wykonać lotu w warunkach bezpiecznych.

Na wierzchołku lub pod nim musi też być odpowiednie miejsce do rozłożenia paralotni i wykonania krótkiego rozbiegu, a wiadomo, że na wielu szczytach tatrzańskich czy tuż pod nimi leżą bloki skalne i głazy, dlatego najlepsze warunki są wtedy, kiedy są one przykryte twardym śniegiem, po którym można wykonać krótki rozbieg. 

Dopiero po 3 miesiącach oczekiwania na odpowiednie warunki pogodowo-śniegowe Krzysztof wybrał się z Januszem Gąsienicą z Morskiego Oka na Rysy. Był to jeszcze okres pełnej zimy, temperatura w nocy spadła do około minus 15 stopni, ale pogoda na drugi dzień była dobra, z lekkim wiaterkiem z kierunku południowo-zachodniego.

Janusz pomagał Krzyśkowi w transporcie glajta, gdyż warunki na podejściu na Rysy były miejscami trudne.

Po 5 godzinach stanęli na szczycie. W tym czasie na wierzchołku najwyższego szczytu w Polsce był również Zbigniew Młynarczyk, przewodnik wysokogórski, z grupą niemieckich klientów, z którą zjeżdżał potem na nartach do Morskiego Oka.

Źródło: Tygodnik Podhalański

Z najwyższym szczytem Tatr Zachodnich - Bystrą (2248 m) było podobnie. Na dobre warunki lotne i terenowe trzeba było poczekać również około 3 miesięcy. Tym razem Krzyśkowi Dudzińskiemu towarzyszył Wojtek Wojas, który na glajcie lata dopiero od 2 lat.

Krzysiek miał sprawdzić nowy glajt o himalajskiej nazwie „Lhotse” - bardzo lekki, ważący razem z uprzężą zaledwie 5 kg. Wojtek miał wykonać lot na cięższym - 8-kilogramowym „Chinooku II”. Prototyp lekkiej paralotni do latania w górach stworzyli Francuzi.

Przed dwoma laty Krzysztof, który ma firmę „air sport”, produkującą paralotnie, spotkał się z nimi i na ich zamówienie uszył im kilkanaście takich glajtów.

W oparciu o te francuskie wzory uszył potem „Lhotse”.

Ryzyko latania na niej jest większe w razie wypadku, gdyż nie ma awaryjnego spadochronu. Dla dobrze wyszkolonego glajciarza jest to sprzęt bardzo dobry, mieści się w niedużym plecaku i jest przydatny do latania w górach.

Wybrali pogodny dzień, w Tatrach nie było już zbyt dużo śniegu, nie było też większego zagrożenia lawinowego. Centrum wyżu znajdowało się nad zachodnią Słowacją. Trasa podejścia zajęła im aż osiem godzin.

- Od wylotu Doliny Kościeliskiej doszliśmy do schroniska na Ornaku, gdzie zrobiliśmy przerwę na drugie śniadanie - opowiada Wojtek Wojas. - Potem czekało nas długie i żmudne podejście przez Iwaniacką Przełęcz na Ornak, jego granią doszliśmy aż do Raczkowej Przełęczy, a następnie przez Błyszcz na wierzchołek Bystrej. O godzinie 15 stanęliśmy na szczycie mocno zmęczeni.

Niestety, na tej wysokości wiał wiatr o prędkości 2-3 m/sek., ale z niekorzystnego – wschodniego kierunku. Nie byłby to żaden problem, gdyby można było startować pod wiatr, ale wschodnie zbocze było bardzo strome, zalodzone, a to uniemożliwiało start.

Jedyne korzystne miejsce było pod wierzchołkiem, na trawiastym, południowo-zachodnim stoku, jednak wiatr był tam spadający. Oczekiwali przez jakiś czas, żeby osłabł. Start po stronie zawietrznej był bardzo ryzykowny. Dochodziła godzina 17. Krzysiek ruszył pierwszy.

Dość szybko, bo z wiatrem, odleciał od zbocza, ale stracił wysokość. Wojtek wystartował chwilę po nim. Niżej lot ustabilizował się, ale nie było wznoszenia. Szybowali w kierunku Ornaku i Doliny Kościeliskiej. W planie mieli kilka lądowisk, w zależności od wznoszenia. Lotnia górska ma nieco mniejszą powierzchnię, więc Krzysiek leciał niżej i był zmuszony wybrać na lądowisko Polanę Smytnią. 

Wojtek miał większą wysokość i z pewnością doleciałby do Hali Pisanej, ale postanowił wylądować obok Krzysztofa. Kilka minut później obaj pakowali glajty do plecaków i wieczorem powrócili do Zakopanego.

← Powrót do listy