Pomysł dobry ale po Polsku, szkoda, że nikt nie pomyślał o wpisywaniu na wyjściowych tablicach wysokości n.p.m. Można by np wyskalować zegarki z wysokościomierzem. :p . " A mogłobyć tak pięknie..."
Prawdziwy turysta, nawet taki z bajeranckim zegarkiem, powinien wiedzieć na jakiej wysokości się znajduje - tutaj kłania się umiejętność korzystania z mapy.
Choć na przełęczach, szczytach nie zaszkodzi dopisać wys. n.p.m.
O ile wiem takowe były.:-)
Zapewne podpadnę miłośnikom multum wiadomości na drogowskazach i dużej ich liczby w Tatrach. Dobrze byłoby nie rozminąć się ze zdrowym rozsądkem.
Jeśli się komuś nie chce spojrzeć na mapę i odczytać z niej gdzie jest i na jaką wszedł wysokość, to ta drogowskazowa informacja też mu szybko wyparuje.
Już wiem na co tpn wyda znaczną kwotę z opłat wejściowych, cudem uratowaną przed zachłannym fiskusem państwowym.
Znając szacunek części naszego społeczeństwa turystycznego dla własności wspólnej, będą to pieniądze wyrzucone w tzw. błoto.
Wystarczy wymieniać tylko sukcesywnie zniszczone znaki, by nie razić bylejakością w porównaniu ze słowackim oznakowaniem tras.
Przerabianie czasów przejść, to chyba nieporozumienie.
Dyskusje się nie skończą, nadal dla jednego czasy będą za krótkie, dla innego za krótkie i to z różnych powodów. Tu się prochu nie wymyśli ani hameryki nie odkryje.
Serwis z-ne.pl używa niezbędnych cookies do działania strony. Analityczne (Google Analytics) i reklamowe (sieć OpenX) włączamy tylko po Twojej zgodzie. Szczegóły: polityka cookies i polityka prywatności.
Choć na przełęczach, szczytach nie zaszkodzi dopisać wys. n.p.m.
O ile wiem takowe były.:-)
tabliczka
Bo by się przydał. ??
Qbas
Re: tabliczka
Jeśli się komuś nie chce spojrzeć na mapę i odczytać z niej gdzie jest i na jaką wszedł wysokość, to ta drogowskazowa informacja też mu szybko wyparuje.
Już wiem na co tpn wyda znaczną kwotę z opłat wejściowych, cudem uratowaną przed zachłannym fiskusem państwowym.
Znając szacunek części naszego społeczeństwa turystycznego dla własności wspólnej, będą to pieniądze wyrzucone w tzw. błoto.
Wystarczy wymieniać tylko sukcesywnie zniszczone znaki, by nie razić bylejakością w porównaniu ze słowackim oznakowaniem tras.
Przerabianie czasów przejść, to chyba nieporozumienie.
Dyskusje się nie skończą, nadal dla jednego czasy będą za krótkie, dla innego za krótkie i to z różnych powodów. Tu się prochu nie wymyśli ani hameryki nie odkryje.