Wczoraj w Bańskiej Niżnej w gminie Szaflary rozpoczął się doroczny skup jagniąt. Jagnięta trafią na wielkanocne włoskie stoły. Na Półwysep Apeniński wyjechały wczoraj z Podhala dwie pierwsze ciężarówki wypełnione ok. 1800 małymi owcami.
Przed bazą zorganizowaną przez Związek Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu od samego rana tworzyła się kolejka. Wśród hodowców, którzy przyjechali do Bańskiej Niżnej z miejsca został poruszony termin braku opłacalności w owczarstwie.
- Do tej pory jagnię potrzebowało jeden kolczyk, za niecałe 3 złote teraz rolnik musi jeszcze kupić za 9 złotych taki specjalny z czipem - mówi Andrzej Tomasz z Kacwina. - Interes mają z tego jedynie te firmy, co produkują te kolczyki.
Hodowcy nie zostawiają też suchej nitki na pomyśle badań weterynaryjnych, których muszą ponosić koszty. Za każde 10 sztuk, trzeba zapłacić 50 złotych plus do tego koszty dojazdu. Twierdzą, że tylko z tych dwóch przyczyny kolczykowania oraz badań weterynaryjnych, za 10-kilogramowe jagnię dostaje się tak, jakby ważyło ono 7,5 kilograma.
- Proszę policzyć, niektórzy przejechali z tymi owcami po 60 kilometrów w jedną stronę, a jak ktoś nie ma ciężarówki, musi zapłacić jeszcze za transport - mówi Józef Pietraszek z Krempach. - Za 50 sztuk owiec dostanie się około pięć tysięcy złotych. To tak wygląda, jakby pan za całoroczną pracę dostał po 100 złotych. Pietraszek przekonuje, że za tyle bowiem należy przez cały rok karmić matkę jagnięcia i ją oporządzać.
Tegoroczne ceny jagnięciny będą na pewno niższe, niż w ubiegłym roku. Powodem jest cena euro, którym płacą Włosi za podhalańską jagnięcinę. W 2009 roku kosztowało ono 4 zł 20 gr. W tym rolnicy dostaną za nie najwyżej 3 zł 80 gr. W przeliczeniu na złotówki za kilogram jagnięciny Włosi płacą po ok. 9 zł.
W minionych latach górale sprzedawali Włochom średnio około 30 tysięcy młodych owiec. Niestety, z roku na rok liczba ta spada.
W ubiegłym udało się wyeksportować jedynie 20 tys. W tym roku zwierząt, które osiągnęły wagę odpowiednią do sprzedaży, będzie ok. 25 tys.
Józef Słowik