To był drugi ogień w ciągu trzech lat. Gracowie muszą próbować odbudować dom.
Ogień nie wybiera ofiar. Nie ogląda się też na przeszłość. Państwo Gracowie z Białki Tatrzańskiej po raz kolejny musieli walczyć z płomieniami. Poprzedni strawił cześć ich drewnianego domu trzy lata temu. Teraz znowu muszą odbudowywać domostwo. Ważne, że nikomu nic się nie stało.
- Ogień wybuchł wieczorem - mówi Jan Graca bezradnie patrząc na to, co zostało z jego domu. - Akurat oglądaliśmy skoki, nie było słychać, że się pali. Dopiero jak chłopak poszedł do owiec, zauważył ogień.
Zwierzęta - 12 owiec i konia - udało się uratować. Zaopiekowali się nimi sąsiedzi. Pożar strawił jednak zabudowania gospodarczych, bo ogień zauważono zbyt późno.
- Prawdopodobnie doszło do spięcia na przedłużkach - domyśla się właściciel domu.
Ogień strawił fragment drewnianego budynku w tym stajnię oraz pokoje.
- Ocalała tylko mała część, w której - na szczęście - jakoś da się mieszkać - mówi pan Jan.
Po drugiej stronie budynku widać świeże fundamenty dodatkowego skrzydła domu.
- Tam też był dom, ale spłonął trzy lata temu - wspomina gorzko pan Jan. - Do tej pory tylko tyle udało się odbudować.
Wtedy cała 5-osobowa rodzina niemal nie zginęła w płomieniach. Uratował ich najmłodszy syn pana Jana, Mateusz. Miał wtedy 11 lat.
- To było już późno w nocy. Wszyscy spali. Na szczęście nie Mateusz, który zauważył zagrożenie - wspomina pan Jan.
Wtedy spłonęła część domu. Teraz ogień zajął się drugą stroną. Państwu Gracom pozostała tylko środkowy, mały fragment ich domostwa.
- Teraz znowu musimy zaczynać od nowa - wzdycha gospodarz.
- W gaszeniu pożaru brało udział 18 zastępów straży pożarnej - poinformował rzecznik straży pożarnej w Zakopanem, Marek Szydło. - Pożar gasiło 75 strażaków.
Łukasz Razowski