Dziś Justyna Kowalczyk zacznie starty w MŚ. Upokorzone Finki pałają żądzą rewanżu na Polce.
To ma być mocny początek mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym. Dziś o godzinie 11.30 Justyna Kowalczyk wystartuje w Libercu w biegu na 10 kilometrów techniką klasyczną. Polka będzie wielką faworytką tego wyścigu.
– Wiemy o tym, ale to tylko sport. Nie mogę jednak uciec od wrażenia, że to całe zamieszanie, jakie powstało wokół Justysi w ostatnich tygodniach, zdecydowanie nam nie pomaga. Telefon właściwie nie milknie i wszyscy pytają o ten medal, który dziś ma zdobyć, budując olbrzymią presję. Jesteśmy na nią przygotowani, jednak jej udźwignięcie nie jest łatwe. Dlatego od kilku dni odciąłem Justynę od mediów i próbuję trochę wyciszyć, odmawiamy długich wywiadów, nie wszystkim to się podoba, ale cel uświęca środki. Największe sukcesy rodzą się często w ciszy, więc nie mówmy o medalu, dopóki Justyna nie dostanie go do ręki – opowiada trener biegaczki Aleksander Wierietielny.
Szum medialny to dla biegaczki AZS AWF Katowice stosunkowo nowe doświadczenie. Jeszcze niedawno z trudem przebijała się ze swoimi sukcesami przez przeciętne nawet występy Adama Małysza.
– Może nawet brakowało jej tej popularności, ale teraz wahadło przechyliło się w drugą stronę. Małysz rzeczywiście skacze słabiej, ale przecież dziennikarze mogliby się też bardziej zająć Stochem czy Kotem. Trwają mistrzostwa biatlonistów, a tu tylko Kowalczyk i Kowalczyk. I to dopiero teraz, jak są sukcesy. A gdy w lecie harowała jak wół, to niewielu się tym interesowało – dopowiada pół żartem, pół serio Wierietielny.
Polska królowa zimy ma jednak mocną psychikę. Nieraz już udowodniła, że rola faworytki nie stanowi dla niej balastu.
– Znam swoją wartość, ciężko pracowałam na pozycję, którą teraz zajmuję. Dlatego nie ma co ukrywać, że w Libercu mierzę w medal. Ten sezon mam najlepszy w karierze, więc warto byłoby to podkreślić sukcesem na mistrzostwach świata. Mam już krążki z juniorskich imprez, ale teraz czas na medale seniorskie, a tych ciągle mi brakuje – zapowiada zawodniczka.
Na trasie w Czechach Polka nie będzie miała łatwego życia. Spora grupa rywalek też ostrzy sobie zęby na sukces.
– Justysia w Pucharze Świata kilka razy wręcz upokorzyła Finki, mijając je na trasie, gdy startowały przed nią. Takie zdarzenie zostawia ślad w psychice. Będą chciały za wszelką cenę wyrównać rachunki – przypomina Wierietielny.
Pokaz siły Kowalczyk wywarł na przeciwniczkach wrażenie, ale część z nich wybrała inną taktykę.
– Wolały nie startować w Pucharze Świata, gdzieś się schowały i niewiele o nich wiadomo. Taką tajemnicę stanowią głównie Norweżki: Marit Bjoergen czy Astrid Jacobsen. Nie wiemy, jak mocne przyjadą – przyznaje Wierietielny.
26-letnia gwiazda biegów też zachowuje rozsądek.
– Miejsca na podium są trzy, a dziewczyn, które chcą się na nich znaleźć, co najmniej dziesięć. Mistrzostwa świata są dla nas wszystkich najważniejszym punktem sezonu, mierzyłyśmy w nie ze szczytem formy i teraz zobaczymy, co z tego wyszło. Nie ulega wątpliwości, że jestem mocna, ale rywalki też nie spały, tylko trenowały – mówi Kowalczyk.
Biegaczka z Kasiny Wielkiej w dotychczasowych startach w mistrzostwach świata nie zanotowała wielkich sukcesów. Jej najlepszym wynikiem było czwarte miejsce w biegu na 30 km techniką klasyczną w Oberstdorfie w 2005 roku. Wynik ten – podobnie jak pozostałe rezultaty osiągnięte przez nią na tych zawodach – został jednak anulowany po testach dopingowych [Polka została zdyskwalifikowana na dwa lata, po apelacjach wróciła na trasy po sześciu miesiącach – red.]. Dwa lata temu w Sapporo na 10 km stylem klasycznym była 18., w sprincie 17., w biegu łączonym dziewiąta, a na 30 km nie wystartowała.
– Przez te dwa lata wiele się zmieniło, to widać nawet w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Poza tym, zawsze najważniejszy jest następny bieg, dlatego muszę zapomnieć także o tym, że wygrałam ostatni start w Pucharze Świata. To już się nie liczy. Dziś ważny jest tylko dzisiejszy bieg – mówi Kowalczyk.
Polski Związek Narciarski ustalił premie za sukcesy w Libercu. Mistrzostwo świata warte jest 30 tys. zł.
– Pieniądze nie są najważniejsze, czas na podsumowania przychodzi dopiero po sezonie. Dlatego też nie zaglądam na razie do klasyfikacji PŚ [Kowalczyk jest trzecia – red.]. Zajrzę do niej dopiero po Libercu i wtedy zastanowimy się, co jeszcze da się z tego sezonu wycisnąć – opowiada Polka. Trasa w Libercu jest dobrze przygotowana, a jej profil Polce odpowiada.
– Stopień trudności jest odpowiedni dla imprezy o tej randze, są podbiegi, które Justysia lubi, nie mamy zastrzeżeń, co do pracy organizatorów. Wygląda to lepiej niż na przykład na olimpijskim obiekcie w Vancouver – ocenia Aleksander Wierietielny. – Trasa to tylko część sukcesu, tak samo jak praca sztabu. Musimy opracować taktykę, dobrać narty i smary. A potem już Justysia aż do mety będzie zdana na siebie – dorzuca szkoleniowiec.
Najgroźniejszymi przeciwniczkami Kowalczyk będą Włoszki Marianna Longa i Arianna Follis, Finki Aino Kaisa Saarinen i Virpi Kuitunen, Norweżki Bjoergen i Kristina Steira, Słowenka Petra Majdić. Liczyć się mogą Szwedka Charlotte Kalla, Rosjanka Walentyna Szewczenko, aspiracje zgłaszają też Niemki...
– No właśnie, sporo nazwisk. I każda z tych dziewczyn marzy o złocie, a to może dostać tylko jedna. Jestem wśród kandydatek do medalu, ale o biegu rozmawia się po jego zakończeniu, a nie przed startem – spokojnie kończy rozmowę Justyna Kowalczyk.
Rafał Musioł