Naśnieżanie niszczy wodny ekosystem. Drzewa w dolinach już zaczynają usychać.
22 miliony metrów sześciennych wody pobieramy rocznie z Tatr.
Tatrzańskim lasom grozi susza - ostrzega Marek Pęksa z TPN. Powód? Coraz większa liczba stacji narciarskich, które pobierają wodę do naśnieżania stoków w milionach metrów sześciennych, a także szybko rozwijające się budownictwo wielkokubaturowe.
Jan Gąsienica Walczak, wiceburmistrz Zakopanego, przypomina: - Kiedyś górale mówili o naszym mieście, że tu kończy się chleb, a zaczyna woda. Owszem, czasem bywają okresy, że studnie są wyschnięte, ale u nas wody nie brakowało i myślę, że jej nie zabraknie - podkreśla burmistrz. I tłumaczy, że w sezonie niektóre dzielnice, np. Olcza czy Pardałowka, mają czasowe problemy z wodą, ale te spowodowane są nie tyle stałym jej brakiem, ile niskim ciśnieniem w rurach.
Niestety, optymizmu władz nie podzielają ekolodzy w Tatrzańskim Parku Narodowym.
- W Zakopanem rozdawane są na prawo i lewo pozwolenia wodno-prawne, a nikt się nie zastanowi, że tej wody może nam zabraknąć! - irytuje się Marek Peksa, specjalista ds. ochrony przyrody w TPN. - Problem pojawia się szczególnie zimą. Proszę popatrzeć, co się dzieje obecnie w potokach: Bystrej czy Foluszowym. Woda w nich ledwo cieknie. Wyschnięte są też stawy tatrzańskie. Jedynie Zielony ma wodę.
Paradoksalnie, to właśnie zimą wodny problem się nasila, bo prawie nie ma opadów, działają za to pełną parą stacje narciarskie i pensjonaty. Przyjeżdżają tysiące turystów. Woda potrzebna też jest do naśnieżania stoków, których z roku na rok przybywa. Tak zresztą jak wielkich apartamentowców i hoteli.
- Rocznie czerpiemy z Tatr około 22 miliony metrów sześciennych wody, z czego 8 milionów jest zużywanych do picia, 14 milionów w elektrowniach wodnych i pół miliona do naśnieżania - wylicza Peksa. - Ta ostatnia pozycja wcale nie jest mała, bo woda pobierana jest w krótkim okresie, w dodatku gdy jest jej mało. Dochodzi do tego, że pobieramy więcej wody, niż ekosystem Tatr może znieść. Przekraczamy wtedy nienaruszalny próg.
Niestety, już kilka razy tej zimy tak się stało. - To oznacza groźbę wystąpienia suszy fizjologicznej - zaznacza Marek Pęksa. - Rośliny, na przykład drzewa, nie mają w glebie potrzebnej ilości wody i usychają. Nasze, między innymi jodła, już zaczynają schnąć.
Krystyna Weseli, mieszkanka Zakopanego, od dwóch lat apeluje do władz miasta, aby zahamowały wielkie budownictwo w mieście, bo podziemne wody cofają się. Ona też ostrzega przed usychaniem drzew w dolnym reglu, czego konsekwencją może być osuwanie się zboczy.
Halina Kraczyńska