Mimo że sokół należący do Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego ma już 15 lat i przeszedł remont po wypadku w 2003 r. - ratownicy nie chcą go zamienić na supernowoczesny eurocopter 135, który obecnie kupuje Ministerstwo Zdrowia dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Tuż po tragedii pod Rysami i awaryjnym lądowaniu śmigłowca TOPR w Murzasichlu w styczniu 2003 r. ówczesny premier Leszek Miller obiecał ratownikom nową maszynę. Niestety, na obietnicach się skończyło, a TOPR musiał sam zadbać o śmigłowiec. Wyremontowany, wrócił w Tatry. W ubiegłym roku dopiero zaczął szwankować. TOPR wydał wtedy na naprawy ponad 100 tys. zł. Jak zapewnia Jan Krzysztof, naczelnik TOPR, maszyna jest jednak sprawna i może latać jeszcze kilka, a nawet kilkanaście lat.
- Nie staramy się o nowy helikopter, bo ten, który mamy, nam wystarcza. Jest wyposażony w nowoczesny sprzęt i ma wszystko, czego nam do ratowania w górach potrzeba - tłumaczy naczelnik. - Eurocoptery są zaś za małe. Nie mieści się w nich tyle osób ile w sokole.
(hak)