To, co się wydarzyło po meczu 2 marca, zszokowało wszystkich kibiców.
O mały włos, a w stolicy polskiego hokeja kibice straciliby co najmniej do końca sezonu możliwość oglądania meczy na żywo. Burmistrz Nowego Targu, po zamieszkach, jakie wybuchły po meczu z GKS Tychy 2 marca, nie zdecydował się zamknąć obiekt, mimo że chciała tego policja. Kibice odetchnęli z ulgą, ale zajście spowodowało prawdziwą debatę i próbę odpowiedzi na pytanie, czy rzeczywiście pójście na mecz Szarotek z synem, to jak pójście na niedzielny spacer. Okazuje się, że nie.
Wszystko zaczęło się od tego, że już po meczu z GKS Tychy przed nowotarską halą lodową doszło do zamieszek około 150-osobowej grupy pseudokibiców i policji. Według wielu świadków całe zajście zostało sprowokowane przez ochroniarzy. Dosłownie dwie minuty przed zakończeniem spotkania dwaj pracownicy prywatnej firmy ochroniarskiej próbowali wyprowadzić z hali kilkunastoletniego chłopaka, który - według nich - był agresywny wobec zaledwie pięcioosobowej grupy sympatyków tyszan, którzy przyjechali do Nowego Targu. Zdaniem wielu kibiców, chłopak zachowywał sie jedynie impulsywnie.
Udało nam się dotrzeć do filmu nagranego telefonem komórkowym, który pokazuje młodego kibica. Jego zachowanie nie wskazuje na to, aby na mecz przyszedł jedynie kibicować.
- Chłopak chodził po krzesłach. Cały czas przeklinał - mówi nam kibic, który przysłał film do naszej redakcji, prosząc o anonimowość. - W pewnym momencie nawet próbował ściągnąć spodnie. Według mnie interwencja ochrony była uzasadniona.
Młodzi kibice nie zostawiają suchej nitki, nie tylko na zachowaniu ochrony, ale również na starszych kibicach Szarotek. - My mamy zorganizowany doping i osobę, która to wszystko prowadzi - mówi nam kibic, który przedstawia się jako Peja.
- Mamy swoje trybuny. Jeżeli jednak widzi się tatusia, który przychodzi ze swoją pociechą na mecz i co drugie słowo, jakie wydobywa się z jego ust to k..., no to coś jest chyba nie halo.
Według Józefa Klukoszowskiego, długoletniego kibica, trudno młodym dać wiarę.
- Proszę mi nie mówić, że facet po czterdziestce będzie ciskał w policjantów kamieniami - mówi Klukoszowski. - Mamy efekt bezstresowego wychowania, przesiadywania całymi dniami przed grami komputerowymi. Przyjdzie taki młodzieniec na mecz i interesuje go tylko zrobienie zadymy.
Klukoszowski jest zagorzałym kibicem i zwiedził już niejeden europejski stadion. - Nie rozumiem, jak to jest. We Włoszech na trybunach siedzą całe rodziny, ale to naprawdę całe, nie tylko tatusiowe z synami, ale żony i córki. Ludzie piją wino, śpiewają, tańczą, policjantów na palcach jednej ręki policzysz. Nikt nawet nie myśli robić zadymy. A u nas - pyta retorycznie.
Według Marka Staszla, kibic niewłaściwie się zachowywał z drugiej ochrona podjęła zbyt drastyczne kroki.
- To był incydent, który spowodował niepotrzebne zamieszanie - mówi Staszel. - W żadnym wypadku ochroniarze nie są od tego, aby używać wobec ludzi siły czy gazu. Jeżeli jest problem z kibicem, należy wezwać policję.
Nadkomisarz Marek Karkula, zastępca naczelnika sekcji prewencji Komendy Powiatowej Policji w Nowym Targu, przyznaje, że policja nie wie, jak kibice zachowują się na trybunach hali lodowej, gdyż tam za porządek odpowiedzialna jest firma ochroniarska. Karkula, zaniepokojony jednak już jest tym wszystkim, co wypisywane jest na internetowych forach.
- Jak się przeczyta te wypowiedzi, to można się zastanowić nad poziomem kibicowania w ogóle w Polsce - mówi policjant. - Szczególnie uderzyła mnie wypowiedź jednej pani, która, jak pisze, jest matką. Twierdzi, że chodzi na mecze z dzieckiem i też jej się zdarzy pokazać środkowy palec i krzyknąć ty eh... do sędziego. Jednocześnie ta kobieta zadaje pytanie, czy to oznacza, że nie będzie mogła wejść do hali lodowej.
Jak zauważa Karkula, jeżeli matka z dzieckiem przyjmuje takie standarty kibicowania, to taki poziom dopingowania nie może mieć akceptacji.
Zbigniew Domalik, zastępca komendanta powiatowego policji w Nowym Targu, przyznaje że podczas kolejnego meczu kibice stanęli na wysokości zadania, za co należą im się słowa uznania. Komendant Domalik nie był jednak w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy miłośników kauczukowego krążka przestraszyła wizja zamknięcia hali lodowej, czy siły policyjne, jakie pojawiły się na spotkaniu z Tychami.
- A może wysoka wygrana Wojasa była w stanie zapobiec kolejnym zajściom - zastanawia się. Komendant Domalik odpowiada też na zarzuty firmy ochroniarskiej, że policja nie interweniowała w hali pomimo próśb.
- Wyjaśniamy i tę sprawę, czyli to, że nie zostały tam wysłane patrole - mówi Domalik. - Dokładnie przeanalizujemy billingi.
Policjanci, którzy zabezpieczali ostatni mecz, zastanawiają się, czy już zawsze policja będzie dziękowała za spotkanie, po którym nie dojdzie do zadymy.
Warto przypomnieć, że Miejska Hala Lodowa ze względu na brak monitoringu, który zgodnie z decyzją wojewody jest wymagany, została warunkowo dopuszczona do użytkowania do września tego roku.
- Hala lodowa w Nowym Targu jest jedynym obiektem w mieście, w którym zgodnie z decyzją wojewody małopolskiego imprezy sportowe podlegają rejestracji - mówi Karkula. - Nikt jednak nie poczuwa się do tego, aby ten monitoring wreszcie tutaj zamontować. Wiadomo, są to znaczne koszty.
Dlatego właśnie spółka sportowa Wojas Podhale zwracała się już trzy razy do wojewody o przesunięcie terminu montażu monitoringu.
Brak urządzeń rejestrujących w hali lodowej spowodował ograniczenia dla kibiców przyjezdnych. Mecze są organizowane jedynie z kibicami Szarotek.
Józef Słowik