Z Zakopanego „uciekli" do Olsztyna.
Dwaj górale z zakopiańskiej Pardałówki - Jan Kowal i Andrzej Mąka bez problemów z właścicielami i bez prawa śniegu wybudowali w krótkim czasie trzy wyciągi. Tyle że pod Olsztynem. W Zakopanem też chcą budować stację narciarską, ale od trzech lat chodzą do właścicieli gruntów, których jest ponad stu, i nie mogą wszystkich przekonać do takiego biznesu. Z inwestycjami narciarskimi uciekają z Zakopanego także Polskie Koleje Linowe.
- W Zakopanem najwyraźniej ludziom nie zależy, by się dogadać i postawić wyciągi - uważa burmistrz Janusz Majcher. I coś w tym jest, skoro nie tylko że nie powstają w naszym mieście nowe stacje narciarskie, to jeszcze zamykają istniejące - Gubałówkę, Kotelnicę, Butorowy Wierch. Zagrożenie istniało też na Nosalu, czy na Polanie Szymoszkowej. Zdaniem Majchra pomogłoby prawo szlaku, ale to nie podoba się niektórym mieszkańcom Podhala. M.in. górale z Federacji Obrony Podhala są przeciwni takiemu prawu, twierdząc, że to zamach na konstytucyjne prawo własności.
- W Rusi, sześć kilometrów od Olsztyna, bez problemów podpisaliśmy umowę z właścicielem kilku hektarów ziemi, gdzie postawiliśmy trzy wyciągi orczykowe - mówi Jan Kowal, jeden ze współwłaścicieli. - Chłop zadowolony, że ma dodatkowe źródło utrzymania! Bo latem może tam, jak dawniej wypasać bydło, zbierać siano, bo nam wtedy teren jest niepotrzebny. Zimą on i cała jego rodzina mają pracę na wyciągach.
Choć wyciągi nie są duże, bo zaledwie 400, 300-metrowe, to jednak obłożenie jest bardzo duże. - W tym sezonie było większe niż na wyciągach w Zakopanem - twierdzi Kowal.
Dlaczego tak u nas w Zakopanem nie może być? Ci sami dwaj przedsiębiorczy górale z Pardałówki od paru lat starają się też wybudować stację narciarską na Cyrhli. Efekt? Ciągle są na etapie rozmów z właścicielami gruntów, po których przebiegałaby trasa.
- Do niektórych trzeba było chodzić po dziesięć razy, żeby ich przekonać, bo się bali, bo musieli skonsultować z rodziną, prawnikiem - wspomina pan Jan. - Niektórzy właściciele mieszkają w Ameryce, w Niemczech i nie zależy im, żeby się ziemi pozbywać. Teraz zostało nam tylko kilku opornych. Może do lata ich przekonamy, wtedy na wiosnę 2011 roku byśmy zaczęli budowę...
Bo, jak podkreśla pan Jan, najlepiej inwestować u siebie.
Inaczej myślą w Polskich Kolejach Linowych. Tu konflikty z właścicielami gruntów tak dały się im we znaki, że raczej nie planują kolejnych stacji narciarskich w Zakopanem.
- Mamy w planie inwestycje od Bieszczad po Sudety - mówi Paweł Murzyn, dyrektor PKL.
Halina Kraczyńska