Od początku zimowych ferii na stokach połamało się ponad 670 osób.
Warszawskie ferie już za nami. Cieszą się z tego przede wszystkim ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. W ich trakcie mieli najwięcej roboty z pokaleczonymi na stokach narciarzami.
Jak zaznacza Piotr Bednarz, ratownik dyżurny TOPR, w czasie warszawskich ferii kontuzji doznało aż 364 narciarzy. - Między 8 a 14 lutego, czyli w drugim tygodniu ferii gości z Warszawy, było 170 wypadków. Pierwszy zaś tydzień był bogatszy w kontuzje, naliczyliśmy ich aż 194. Jak na dwa tygodnie to bardzo dużo - zaznacza Bednarz.
Ze statystyk wynika, że najwięcej wypadków zdarza się na Kotelnicy Białczańskiej, potem w Małem Cichem, a następnie na Szymoszkowej. - Kotelnica przoduje, bo jest tam najwięcej narciarzy amatorów - zaznacza Bednarz.
Jak dodaje ratownik Adam Marasek, ze statystyk wynika, że dziennie było po 26 kontuzji.
- Wygląda na to, że narciarstwo to niezwykle kontuzjogenny sport - dodaje Marasek.
Od początku ferii na tatrzańskich stokach doszło do ponad 670 wypadków, podczas gdy od początku sezonu narciarskiego zdarzyło się ich blisko 1100.
Jak dodają ratownicy TOPR, w porównaniu z ubiegłym rokiem wypadków na stokach jest więcej, mimo że wciąż nie działa trasa narciarska w Kotle Goryczkowym.
Nie tylko TOPR miał dużo pracy. Również na urazówce w zakopiańskim szpitalu był ciągły ruch. Każdego dnia - jak mówi dr Marian Papież, wicedyrektor szpitala oraz ordynator oddziału urazowo-ortopedycznego - lekarze przyjmowali ponad 100 pacjentów. Opatrywali głównie złamania podudzi i kolan.
- Teraz, gdy skończyły się ferie województwa mazowieckiego, mamy trochę mniej przyjęć, bo około 80 osób dziennie - zaznacza Papież.
Ł. Bobek, H. Kraczyńska