Z prezesem ośrodka narciarskiego Kotelnica, Tomaszem Paturejem, rozmawia H. Kraczyńska
Czy w tym sezonie narciarskim w Białce Tatrzańskiej, tak jak w Zakopanem, mniej narciarzy szusuje na stokach? Czy widać kryzys?
Może rzeczywiście, jest trochę mniej narciarzy tej zimy, ale naprawdę nie mamy prawa narzekać! Nie ma to żadnego wpływu na przychody czy działalność naszej firmy. U nas w każdym razie kryzysu nie widać! A mniej narciarzy oznacza mniejsze kolejki, co powoduje, że nasi klienci są bardziej zadowoleni.
Wy nie narzekacie, a w Zakopanem martwią się, że w tegoroczne ferie mniej gości zjechało do miasta, bo... wybrało właśnie Białkę. Co takiego robicie, że potraficie od tylu już lat sprawiać, że wasza miejscowość jest modna wśród narciarzy?
Nie stoimy w miejscu przede wszystkim, ale ciągle coś budujemy, rozbudowujemy tak infrastrukturę narciarską, że tych wyciągów u nas w Białce trochę już mamy. Tereny do szusowania też są rozległe, a stoki dobrze przygotowane. Nie zdarzyło się nam jeszcze, żeby w sezonie zimowym zabrakło nam śniegu.
Pamiętam, jak trzy lata temu na wszystkich wyciągach zieleniła się trawa, a jedynie Białka była wtedy biała. To także chyba było doskonałą promocją, przekonało wielu narciarzy do waszych stoków?
Faktycznie tak było. Produkujemy jednak śniegu tyle, że starcza nam aż do połowy kwietnia. Wtedy dopiero kończymy sezon. Dzięki temu turyści nam ufają, bo wiedzą, że choćby nie wiadomo jaka pogoda była, to śnieg na stokach białczańskich będzie. A takie zaufanie to ważna rzecz.
Kto szusuje w Białce, tylko Polacy, czy o waszych trasach wiedzą też już za granicą?
Głównie można u nas spotkać narciarzy polskich, ale ostatnio coraz częściej zaglądają do nas Anglicy. Mamy zaprzyjaźnione angielskie biuro turystyczne, które sprowadza do nas całe grupy turystów z Wysp. Oczywiście, w okresie prawosławnych świąt Bożego Narodzenia mamy sporo turystów z Rosji, Ukrainy, Białorusi.
Czy nie obawiacie się, że Alpy lub Słowacja z coraz lepiej rozwiniętą infrastrukturą narciarską i stokami w Tatrach zabiorą wam klientów?
Polacy jeździli, jeżdżą i będą jeździć w Alpy czy na Słowację. Nie mamy, niestety, czym zastąpić Alp. Ale wydaje się, że to inna klientela. My raczej zostaniemy tym narciarskim przedszkolem.
Plany na przyszłość?
Oczywiście, budowa kolejnych wyciągów. Zamierzamy wybudować jeden lub dwa „krzesełka". Będzie to początek trasy, która połączy Kotelnicę z Kaniówką i dalej z Bukowiną.