W ciągu dwóch tygodni ferii zakopiański szpital przyjął ponad 400 kontuzjowanych narciarzy. To dużo, tym bardziej że nie działały wyciągi na Kasprowym Wierchu.
Wielkie mrozy, jakie nawiedziły Polskę w ostatnich dniach, dały się we znaki zakopiańskim służbom, które czuwają nad bezpieczeństwem wypoczywających narciarzy. Mocno zmrożony śnieg, twardy jak beton, powodował, że każdy upadek był dla narciarzy lub snowboardzistów bardzo bolesny.
W najbliższą niedzielę dobiegnie końca pierwszy turnus ferii. Do szkół wrócą uczniowie z województw kujawsko-pomorskiego, lubuskiego, świętokrzyskiego, wielkopolskiego i małopolskiego. Chociaż największego najazdu górale dopiero się spodziewają, to jednak minione dwa tygodnie odcisnęły się już w pamięci zakopiańskich służb.
- Szczególnie pierwszy tydzień ferii był dla nas bardzo ciężki - zaznacza Marian Papież, ordynator oddziału chirurgii urazowo-ortopedycznej zakopiańskiego szpitala, który to zajmuje się narciarskimi połamańcami. - Było mnóstwo ludzi z urazami kończyn.
W pierwszym tygodniu przyjęliśmy 270 pacjentów. Z drugim to będzie jakoś ponad 400.
Nie dość, że było dużo połamanych, to - jak zaznacza Papież - mieli oni dosyć poważne, nietypowe dla narciarzy złamania. - Było bardzo dużo złamań kości udowych. To bardzo poważne złamanie - zaznacza ordynator. - To był dla nas męczący okres. Nie chcemy nawet myśleć, że może być więcej pacjentów.
Jak wylicza z kolei Adam Marasek, ratownik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, w ciągu pierwszego tygodnia ratownicy udzielili pomocy 137 kontuzjowanym narciarzom i snowboardzistom.
- Tłoku jednak nie ma, zarówno w górach, jak i na stokach - dodaje Marasek. - Oprócz tego zdarzyło się kilka wypadków w górach.
Największych tłumów należy spodziewać się jednak w ten weekend. Od piątku bowiem będą przyjeżdżać pod Giewont nowe grupy na ferie, w tym z Warszawy, a ci co już kończą zimowy wypoczynek, wrócą do domów dopiero w niedzielę.
Łukasz Bobek