Mimo wielkich trudności technicznych jest organizatorką wyjazdu klubowego w 1993 r., przybór wody skutecznie uniemożliwia eksplorację w okolicach dna.
Wyprawy stały się dla Anki oderwaniem od szarej rzeczywistości tamtych lat. Jednak ciągle czuła niedosyt, jak każdy marzyła o takiej naszej, klubowej jaskini. Dzięki niej zorganizowane zostają biwaki w Wysokiej, uczestniczy w odkryciu i dokonuje pomiarów Piekiełka, czy próbach pokonania zamulonego Korytarza Ogrodników.
Nie zaniedbuje działalności sportowej w 1988 roku kieruję przejściem wszystkich den w Bandzichu Kominiarskim, łącznie około 1440 m deniwelacji. W następnym roku kieruje pierwszym przejściem do dna Śnieżnej Studni –692m bez biwaku i z poręczowaniem.
Najważniejsza dla niej jednak pozostaje eksploracja, jak mówi „to jest to po co warto chodzić po dziurach”.
Na początku lat 90 – tych członkom Klubu udaje się pokonać przekop w Nad Dachem i połączyć z system Ptasia Studnia –Lodowa litworowa. Dla Anki eksploracja Ptasiej staje się celem życia, Razem z nią odkryliśmy Wielkiego Kłamcę, największe jezioro podziemne w Tatrach. Kolejne biwaki, kolejne metry jaskini, setki pomiarów by wreszcie sporządzić dokumentację jaskini. Prezesowa była motorem napędowym tych działań. Wreszcie 1994 rok kończy etap odkryć w Ptasiej, pozostają tylko jakieś małe problemiki eksploracyjne. Anka mówiła zawsze - zostawmy jeszcze coś dla następców. Ale żyłka eksploratora nie daje jej spokoju. Wciąż marzy o wielkich odkryciach. Ciągle czuje niedosyt. W1995 odkrywamy „Praśnietą”, jak się okazuje jaskinię znaną wcześniej, ale i tak udaje się zejść w głąb dobre parę metrów, wtedy też znajdujemy otwór jaskini Małej. Anka cały czas dopingowała nas byśmy wspięli się wcześniej w Sali Dantego, sama chciała sprawdzić jeszcze raz okolice Sali Gwiazdeczki.Po powrocie na bazę już było po Niej widać – znowu puściło. I znów kartowanie, plany, przekroje. W międzyczasie powstaje dokumentacja całego systemu, przy pomocy członków klubu dokonuje pomiarów jaskini, sporządza setki szkiców, by później w domowym zaciszu narysować plan i przekrój. Ta tytaniczna praca, możliwa jest między innymi dlatego, że miała niesamowitą wyobraźnię przestrzenną i doskonałą pamięć. W międzyczasie ciągle szkoliła adeptów. Prezesowa, bo tak do niej mówiliśmy zaraża swą pasją kolejne pokolenia, ciągle młoda, pełna życia. Wszędzie widać jej uśmiechnięta twarz, słychać jej śmiech.
I praca, ogrom pracy by Klub jakoś funkcjonował. Zabiegi o dotacje, o to by znaleźli się chętni do udziału w kursie.
Nikomu nie skarżyła się na nadmiar pracy. Zaszczepiała w nas, że trzeba zawsze dążyć do jakiegoś celu, choćby wydawał się nieosiągalny. Powoli przekonywała innych, by uzyskali uprawnienia instruktorskie. Zapewniała nas, że nasze umiejętności nie są mniejsze, że damy sobie radę. I faktycznie w Klubie dzięki Niej przybywa instruktorów. Dzięki temu część obowiązków oddaje innym. W ostatnich latach zastanawiała się nad przejściem na ”jaskiniową emeryturę”. Czuła się już zmęczona. Przyszedł wreszcie ten upragniony sukces. Wystarczyło, że puściło w Małej, a wszystkie plany „emerytury” poszły w kąt. Razem z Anką cieszyliśmy się jak dzieci. Prezesowa już ostrzyła sobie zęby na kolejne metry głębokości, długości oraz możliwość wymyślania nazw kolejnych fragmentów. Potem przychodził czas pomiarów, potem opracowania planów i przekrojów, było nieco łatwiej technika robi swoje, ale i tak wszystko to wymagało wielkiego wysiłku.
Już po przyjeździe z jaskini chciała wiedzieć – jaka głębokość, jak wygląda ciąg, dopiero wtedy zaczynała się rozpakowywać, przygotowywać sprzęt na następny wyjazd.
Gdy początkiem 2003 roku media rozpętały burzę po publikacji odkryć cieszyła się, nie z tego, że może udzielać tylu wywiadów, ale z tego, że może przyjdą nowi kursanci, że łatwiej będzie załatwić wiele spraw, może ktoś zechce wspomóc nasze działania. To Ania wpadła na pomysł zdobycia sponsora, i nazwania wielkiej sali w Małej Salą Fakro .
Wielu miało jej to za złe ale mówiła na to ”zawsze gdy robisz coś nieszablonowego rodzi to kontrowersje, a czas pokaże czy było warto”.
Potem zespół eksplorujący Małą otrzymał KOLOSA 2002 za odkrycia. Cieszyła się, że nagroda przypadła zespołowi w tym także Jej. Potem od lipca 2003 do początku stycznia 2004r. przyszły kolejne odkrycia aż do głębokości –500m. Niestety pojawił się ten tragiczny dzień gdy w czasie podejścia pod otwór Małej zeszła lawina i odebrała nam naszą Prezesową a razem z nią jeszcze trójkę naszych przyjaciół. W chwili gdy nie ma Ani wśród nas przychodzą pytania: dlaczego Oni ? dlaczego tak?. I może tylko słowa naszej Gaździnki ,że „na śmierć w górach trzeba sobie zasłużyć” pozwalają łatwiej się z tym pogodzić.
Bo naprawdę jest ciężko, gdy zdamy sobie sprawę, że Ani już nie ma wśród nas, że nie będzie komu wymyślać „czarnych jaj” za „wyczyn roku”, że nie uśmiechnie się już do nas, że nie usłyszymy Jej śmiechu w jaskini, nie usłyszymy śpiewu przy ognisku, na imprezie, czy w jaskini w czasie oczekiwania na wolno idących kursantów. Wszyscy podziwiali Ankę za jej kondycję, pod jaskinię podchodziła wolno swoim tempem, przemiana następowała w otworze. Czasem trzeba się było dobrze napocić by ją dogonić. Jak każda kobieta kokietowała nigdy nie mówiąc ile ma lat. Najpierw miała 20, potem 26.Ostatnio dorosła, przyznawała się do 35 lat. Oczywiście zawsze robiła to ze śmiechem. Zawsze pogodna, nawet gdy coś ją dotknęło szybko wybaczała. Nie znosiła kłamstwa i fałszu.. Kochała rzeczy piękne, ale proste.
Gdy będąc w jaskini Małej widziała ten ogrom problemów eksploracyjnych powiedziała, że życia nam chyba nie starczy by to wszystko sprawdzić.
W Twoim Aniu przypadku brzmi to jak złowieszcza przepowiednia.
Mamy nadzieję, że chodząc gdzieś korytarzami jaskini gdzieś z daleka dobiegnie Twój głos „lina wolna” a my będziemy mogli odkrzyknąć – dobra !
Czekamy na to.....
Marek Lorczyk
Sądecki Klub Taternictwa Jaskiniowego PTTK
strona: 2/2
1 2
|
|